Nocna służba. Dość ciężka. Szesnaście wagonów na haku. Na szczęście już z daleka radośnie mruga do mnie pomarańczowym światłem tarcza semafora wjazdowego do stacji końcowej…

Ostatnie rozciągnięcie zastanych mięśni, ostatnie ziewnięcie, ostatni łyk chłodnej już kawy. Rzut oka na zegarek – świetnie, jestem chwilę przed czasem. To właśnie lubię! Pora zabierać się za hamowanie, w końcu semafor wskazuje 40 km/h. Delikatnie ciągnę za kran hamulca obniżając ciśnienie w przewodzie głównym o jakieś pół atmosfery. Skład powinien się delikatnie naciągnąć, dzięki czemu hamowanie będzie bardziej komfortowe dla pasażerów.

Spoglądam kątem oka na prędkościomierz. Wskazówka zamiast pokazywać coraz mniej – ucieka niebezpiecznie w górę a semafor coraz bliżej. Chrzanić naciąganie składu. Wdrażam hamowanie pełne. Wskazówki na manometrach reagują prawidłowo. Pierwsza w górę, druga w dół. I to tyle, co było prawidłowego. Bo zachowanie pociągu mówiło jednoznacznie…

Hamulec nie działa!

Wdrażam hamowanie nagłe. Mijam semafor. Na liczniku nieco ponad 90 km/h. No, teraz to pozamiatane. Zbliżają się pierwsze rozjazdy… Ostatnia deska ratunku – zrywam klapę Ackermana. Wjeżdżam w rozjazdy. Pociągiem szarpie, trzęsie, ale wygląda na to że jeszcze trzyma się w torze. Kurczowo zaciskam rękę na kranie hamulca, jakby to miało na cokolwiek wpływ… Wjeżdżam w perony trąbiąc na ludzi, żeby się odsunęli. Semafor na końcu świeci złowrogim czerwonym światłem… Jest źle.

Żeby złagodzić skutki tego, co zaraz się wydarzy wciskam przycisk radiostopu. Że też wcześniej w ferworze walki z hamulcem na to nie wpadłem. Co prawda przy niesprawnym hamulcu to niewiele zmienia, ale przynajmniej jest szansa, że gdyby ktoś wjeżdżał do stacji, to nie zdąży tego zrobić. Z drugiej strony – gdy już wjechał to nie ma szans na ucieczkę…

Tiriri, tiriri, tiriri – rozlega się z głośnika radiotelefonu.

Wszystkie pociągi w pobliżu się zatrzymały…

Tiriri, tiriri, tiriri – wygląda na to, że mój skład również zaczyna zwalniać, ale i tak jestem już kawał drogi za semaforem stojącym na końcu peronu…

Tiriri, tiriri, tiriri – udało się, skład się zatrzymał. Już widzę pojazdy na sygnale zbliżające się do stacji. Oczami wyobraźni widzę tłumaczenie się komisji i wszystkim innym…

Tiriri, tiriri, tiriri – wszystko dookoła zostało już zatrzymane. Można wyłączyć radiostop… Sięgam ręką do radiotelefonu i naciskam pulsujący czerwony przycisk.

Tiriri, tiriri, tiriri – nadal rozlega się z głośnika. Co jest, do cholery?

Tiriri, tiriri, tiriri – naciskam mocniej, dłużej, jeszcze mocniej. Dlaczego to dziadostwo nie chce się wyłączyć? Wszystko dziś przeciwko mnie?

Tiriri, tiriri, tiriri, tiriri, tiriri, tiriri, tiriri, tiriri, tiriri, tiriri, tiriri – nagle otwieram oczy. To budzik dzwoni coraz głośniej.

Rozglądam się dookoła. Jestem w domu, w swoim łóżku. A więc to był tylko sen….

Chyba przydałby się urlop… A tymczasem szykuję się na nocną służbę…