Ludzie, zwierzęta czy auta na torach to właściwie stały element wpisany w zawód maszynisty. Czasami zbieg okoliczności potrafi zmienić nagle bieg wydarzeń…

Słoneczna pogoda, wczesna pora, śmigam sobie pociągiem w kierunku Tychów Lodowiska. Semafory radośnie wskazują wolną drogę, więc zatrzymuję się tylko na przystankach i jadę dalej. Aż mijam posterunek odgałęźny Mąkołowiec i widzę, że Tychy „nie biorą”. Od czego jest radio. Wołam stację Tychy, że zaraz u nich będę a z tego co widzę, to mnie nie chcą na razie.

Mechaniku, w stację wciąga się zdefektowany towar, 10 km/h, także póki co bez wjazdu

Ok, bez wjazdu to bez wjazdu, zmniejszam prędkość aby zatrzymać się przed semaforem wjazdowym.

Człowiek na torze!

Zbliżam się do semafora i widzę, że jakieś 100 metrów za nim coś leży. No jakby nie patrzeć człowiek. Rozłożony w poprzek torów, głowa na szynie, nogi na drugiej. WTF?! Podałem sygnał baczność, zatrzymałem się przed semaforem. Człowiek na torze chyba się ocknął i zaczął walczyć z grawitacją. Zaraz za nim walczyć zaczęło trzech kolejnych, których z mojej pozycji nie widziałem… Czterech facetów ubranych w same slipki leżało sobie na torach i zapewne wspominali wczorajszą imprezę…

Zgłosiłem sytuację dyżurnemu ruchu, ten zapewne wysłał SOKistów… Goście zleźli z torów i znając życie zdążyli uciec. Semafor pokazał wolną drogę a ja wjechałem do stacji. I za chwilę zaczęło do mnie docierać, co tak naprawdę chwilę wcześniej by się stało, gdyby nie ten nieszczęsny pociąg towarowy, który miał jakiś problem z wciągnięciem się do stacji…

Prędkość na tej linii dla pociągów KŚ to 120 km/h. Semafor wjazdowy do Tychów zazwyczaj zezwala na wjazd z prędkością 100 km/h. Semafor jest za łukiem. Kolesie leżeli około 100 metrów za semaforem. Jadąc kolejny raz sprawdziłem – przy idealnych warunkach byłbym w stanie zauważyć ich około 400 metrów wcześniej.  Sekunda na reakcję (od zauważenia do wdrożenia hamowania nagłego i podania sygnału baczność) – zostaje nam około 370 metrów. Dajmy hamulcowi na reakcję kolejną sekundę (chociaż zazwyczaj jest to mniej). Zostaje 340. Tym konkretnym gościom na torach potrzeba było jakieś 20 sekund na pozbieranie się. W 340 metrów nie zatrzymam pociągu przed nimi. Tym bardziej jeśli dołożymy fakt, że w realnym przypadku nie spodziewasz się na tych torach nikogo, więc kto wie czy nie zauważyłbym ich 100 metrów później. Oberwaliby jeden po drugim. Prawdopodobnie 4 trupy za jednym podejściem. A na pewno ciężko ranni…

W peronie potrzebowałem chwili na głębszy oddech i opanowanie drżących nóg i rąk. Pociąg towarowy uratował życie czwórce młodych ludzi. Oby nie przewalili tej szansy na głupoty…