Jazda próbna

Lokomotywy czy składy EZT co jakiś czas oddawane są do napraw lub modernizacji. Później trzeba sprawdzić czy wszystko działa jak powinno, więc zamawia się jazdy próbne.

Zadzwonił dyspozytor:

Słuchaj, pojedziesz jutro pasażerem do Gliwic, pójdziesz do Newagu, tam EP09 stoi po naprawie, weźmiecie ją na jazdę testową.

Brzmiało strasznie, bo w sumie nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, ale ok. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Pojechałem, dostałem się do Newagu udałem się do hali, w której ukryta była moja maszyna. Pachniała świeżością, jak nigdy ;)

Poczekałem jeszcze na komisarza odbiorczego, mechaników, elektryków i kto tam jeszcze był potrzebny, wyjechaliśmy z terenu zakładu i ruszyliśmy w stronę stacji Gliwice. Zmiana kabiny, pobranie ostrzeżeń, zgłoszenie gotowości i ruszyliśmy w stronę Katowic, gdzie czekały już na nas wagony, które mieliśmy zabrać. Połączenie, próba hamulca, wypełnienie dokumentów i ruszamy na próbę w stronę stacji Wrocław Główny.

REKLAMA
Reklama na blogu maszynisty

Jak wygląda jazda testowa?

Należy sprawdzić działanie wszelkich urządzeń, zabezpieczeń i czy wszystko spełnia odpowiednie normy. W związku z tym między innymi – celowo przekraczamy wartość maksymalnego poboru prądu, aby sprawdzić czy przekaźniki nadmiarowe działają w odpowiednim przedziale. Wykonujemy hamowanie nagłe z różnych prędkości, aby sprawdzić drogę hamowania i czas zadziałania różnych urządzeń. Sprawdzamy czy działa hamowanie przy pomocy radiostopu. W przedziale maszynowym uprawniona osoba sprawdza działanie przetwornic, styczników i całej reszty maszynerii. W kabinach mierzone jest natężenie hałasu. Czasami się zatrzymujemy i mierzona jest temperatura maźnic.

Oczywiście wszystkie rzeczy sprawdzają osoby będące na pojeździe, maszynista jedynie wykonuje ich polecenia, np – rozpędź się do 160 i zahamuj z nagłego, sprawdź przy jakiej wartości wyzwala nadmiarowe itp itd.

Dojechaliśmy do Wrocławia. Szybki oblot pod WGB i ruszamy w drogę powrotną, wykonując te same czynności. Na takich jazdach byłem jeszcze kilka razy. Ogólnie ciekawe przeżycie, bo przez większość czasu robi się to, czego na codzień z pociągiem się nie robi ;)

Wróciliśmy do Katowic, oddaliśmy wagony i musiałem jeszcze odstawić z powrotem lokomotywę do Gliwic, gdzie kontynuowali prace przy niej.

1 KOMENTARZ

  1. Fajna odskocznia od codzienności. Swego czasu też bywałem w Newagu w Gliwicach. Serwisowałem im system cctv. Chodziłem po halach i całym terenie. Oglądałem sobie proces produkcji Dragona i Griffina, naprawy i modernizacje różnych loków i EZT.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj