Rozprucie rozjazdów we Wrocławiu, wykolejenie towaru między Tarnowem Opolskim a Groszowicami, ostatnie wykolejenie „Husarza” IC… Sierpniu, podnosisz wysoko poprzeczkę…

Wypadki się zdarzały i zdarzać będą. Czy to przez czyjąś nieuwagę, czy nieszczęśliwy splot wydarzeń. A najczęściej przez jedno i drugie. Ale jest coś, co może mieć wpływ na naszą koncentrację lub jej brak. A mianowicie – czas pracy maszynisty, który właściwie nie jest jakoś specjalnie uregulowany.

Ja wiem, że „prawdziwi maszyniści” teraz powiedzą, że nie nadaję się do tej roboty, że wiedziałem w co się pakuję i że prawdziwy maszynista nie musi spać, może sikać do butelki a młodym to się w dupach przewraca i życia nie znają. Ale w sumie to mam to w dupie, bo jednak bezpieczeństwo jest priorytetem, a nie jakieś niespełnione ambicje.

Czas pracy maszynisty – jak to wygląda?

Tak naprawdę to nie jest to jakoś specjalnie skomplikowane. Możemy pracować nie dłużej niż 12 godzin, później musimy mieć minimum 12 godzin przerwy i znowu możemy iść na kolejne 12. Potem trochę więcej przerwy i tak w kółko. Maksymalnie 2 służby nocne pod rząd.

I tak naprawdę możemy jechać te 12 godzin bez przerwy. Również w nocy. Bez przerwy na WC, jedzenie… Gotowanie wody na kawę w jadącej lokomotywie… tak, oczywiście że zabronione. Tylko kiedy mamy to zrobić, gdy zmieniamy się gdzieś w szczerym polu i od razu wracamy? Bo ta zabrana w termosie dość szybko się kończy. W drugiej ręce bułka… Jedno oko patrzy na szlak, drugie w rozkład, czy przypadkiem dzisiaj nie doszedł jakiś przystanek, trzecie pilnuje prędkości a czwarte się lekko zamyka, bo chciałoby spać.

Pamiętam nocne jazdy do Poznania „Przemyślaninem”. Odjazd 23:59, na miejscu chwilę przed 6:00. Szybki spacer na grupę, gdzie już stał zestawiony skład, siku, próba hamulca i wciągamy się w perony. W międzyczasie zdążyła się zagotować woda. Do Katowic pociąg planowo wjeżdżał 11:59. Czyli równe 12 godzin. Gdyby na szlaku wypadło jakieś opóźnienie – trzeba podsyłać drugiego maszynistę na podmianę.

W sumie i tak byłem w o tyle dobrej sytuacji, że czas na uruchomienie lokomotywy, próbę hamulca itd. mogłem potraktować jako pewnego rodzaju „przerwę”. Koledzy jeżdżą po jakichś dziurach i mają szybką zmianę w stacji. Dwa pociągi wjeżdżają, maszyniści przechodzą z maszyny do maszyny i jadą z powrotem. Czyli właściwie bez jakiejkolwiek przerwy.

Czas pracy maszynisty – ustawa potrzebna!

Kierowca musi mieć „pauzę” po kilku godzinach jazdy. O ile dobrze pamiętam, to również ma takie przerwy, że nie ma prawa robić NICZEGO związanego z obsługą autobusu. My wioząc dużo więcej osób/towaru możemy gnać przed siebie 12 godzin bez przerwy.

I co tu się dziwić, że organizmy w końcu nie wytrzymują, zasypiają, widzą nie to, co powinny. A związki zawodowe zamiast cisnąć na regulację czasu pracy (tak tak, wiem. Ciśniecie już któryś rok i nadal gówno z tego) to jak lwy „walczą” o podwyżki wynagrodzenia, a potem zgadzają się na takie rzędu 100-200 zł, żeby ogłosić sukces i zamknąć gęby maszynistom na kolejny rok. Bo przecież wywalczyli podwyżkę.

Jasne, dobrze wynagrodzony maszynista to lepszy maszynista. Ale godzenie się na minimalne kwoty, podczas gdy najniższa krajowa rośnie, ceny wszystkiego rosną…  Ale nie o pieniądzach miał być wpis.

Dlaczego każdy wypadek komentowany jest słowami „maszynista był trzeźwy”, ale nikt nie sprawdzi czy on był wypoczęty? Bo fakt zachowania przejść godzinowych i odpoczynku wcale nie znaczy, że jest wypoczęty.

Dlaczego nie możemy mieć zagwarantowanej w przepisach przerwy w pracy, podczas której możemy załatwić na spokojnie własne potrzeby?

Oczywiście nie wszystkie służby są ciężkie, nie wszystkie są bez przerw. Ale może w końcu warto zadbać o to, żeby bezpieczeństwo rzeczywiście było najważniejsze a maszynista nie był eksploatowany do maksimum? Bo np. robienie manewrów w innym zakładzie niż macierzysty to trochę przesada?

Ach, i uwaga dla starszych „kolegów”. Zanim wypomnicie jak to kiedyś do Gdyni się jechało przez całą Polskę, we mgle i w ogóle to powiedzcie, ile w tej Gdyni mieliście wypoczynku, co tam robiliście, co dostawaliście itd.

Nie, nie narzekam na swoją pracę. Na szczęście aktualnie po zmianie pracodawcy takie ciężkie służby odeszły w niepamięć (tfu tfu, oby tak zostało). Ale nie w każdej firmie tak jest. Nawet obstawiam, że w większości jest tak, jak opisałem na początku. A co mi po moim wypoczęciu, jak drugi zaspany pominie semafor wskazujący sygnał stój i właduje mi się na czołówkę?