Nie oszukujmy się… Ktoś dał dupy przez co cierpiało mnóstwo osób…

Defilada z okazji Dnia Wojska Polskiego w Katowicach przyciągnęła tłumy chętnych obejrzeć uzbrojenie naszej armii, lub posłuchać co ma do powiedzenia prezydent oraz premier (hehehehe, na pewno). Koleje Śląskie zostały wyznaczone (bo to nie był pomysł ich bezpośrednio) do zapewnienia darmowego transportu po województwie śląskim w tym dniu. Wszyscy chcieli jak najlepiej. A jak wyszło – możecie poczytać w wielu miejscach w internecie. Podzielę się z Wami moimi drobnymi refleksjami, ale głównie skierowane one będą na pasażerów…

DISCLAIMER

Jeszcze żeby była jasność. Wszelkie teksty na blogu, więc ten również to moje prywatne zdanie. Nigdy nie wypowiadam się w imieniu jakiejkolwiek firmy (a jeżeli reklamuję jakiś produkt to jest to oznaczone), nigdy w imieniu mojego pracodawcy… Więc proszę nie próbować na siłę łączyć moich tekstów ze zdaniem jakiegokolwiek przewoźnika. One mogą się pokrywać, ale nie muszą.

Wy jesteście pojebani…

Takie i wiele bardziej obraźliwych słów słyszałem dzisiaj ja, słyszały moje koleżanki i koledzy z drużyn pociągowych. Bo „nie podstawiliśmy” dłuższego pociągu, bo „nie uruchamiacie dodatkowych pociągów”, bo „nie głosicie” zapotrzebowania. I wiele innych rzeczy, na które nie mamy ŻADNEGO wpływu.

Naprawdę doskonale rozumiemy wasze wkurzenie. Sami również byliśmy zdenerwowani tą sytuacją, bo to jednak my jesteśmy wystawieni na bezpośrednią konfrontację z Wami. A nie ktoś kto dał ciała przy planowaniu akcji. Bo też chcielibyśmy, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Żebyśmy mogli wrócić do domu, do rodziny. I uwierzcie – drużyny pociągowe i dyspozytorzy robili wszystko, aby posiadanymi zasobami ludzkimi i taborowymi ogarnąć ten burdel. Tylko nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje ludziom z zewnątrz. Zapewne dało się to wszystko zrobić lepiej, ale wszyscy stanęliśmy przed faktem że sytuacja wygląda tak jak wygląda, a nie tak jak ktoś sobie zaplanował. Trzeba było podejmować milion decyzji na minutę.

Proszę opuścić skład

Zaszła dziś sytuacja, że ktoś (nie on jedyny) znowu dał ciała i wyświetlony pociąg okazał się innym pociągiem. Ale ludzie zdążyli już wsiąść. No ale skoro ten pociąg nie jedzie tam, gdzie ci ludzie chcą, to nawet wyzywanie nas od kurew, chujów i pierdolonego PKP (hehe, nie jesteśmy PKP, ale tutaj akurat to oni dali ciała. Przekażę pozdrowienia) nie sprawi, że coś się zmieni. I skoro mówimy, że skład musi zjechać „na bazę” to, musi. Choćby po to, żeby go posprzątać. I przy okazji wpuścić na ten tor inny pociąg, który ma planowo odjechać. I nie, nie ma że „to my zostaniemy i zjedziemy z wami”, nie ma że „ale ja tylko z toalety skorzystam szybko”. Osoby postronne nie mogą przebywać na terenie kolejowym (poza terenem dworca) i tyle. A i walenie pięściami w pociąg po zamknięciu drzwi też nic nie da, a monitoring nagrywa. Pozdrawiam Pana w błękitnej koszulce. Piękny przykład Pan dzieciom dał, naprawdę.  Koniec końców przepychanka trwała na tyle długo, że dyżurny ruchu stwierdził, że teraz to jednak ten pociąg zostaje w peronie. Nieposprzątany, bez opróżnionych toalet. Sytuacja na kolei jest dynamiczna…

Ewakuacja?

Pracowałem w bezpośredniej obsłudze klienta kilka lat, przeżyłem kilka ewakuacji. Ludzie zawsze zachowują się tak samo.

– halo, ja jeszcze tylko gazetkę tą wezmę”
– Proszę pana, jest ewakuacja, prosze opuścić lokal
– Ale no zapłacić za gazetkę chciałem
– Proszę opuścić lokal
– Pan jest niemiły!

Podczas jakiegokolwiek zagrożenia i ewakuacji zazwyczaj nie pada komunikat, że hej, pasażerowie, zaraz wylecimy w powietrze. Po prostu nie siejąc paniki prosi się o opuszczenie pociągu, lokalu, czegokolwiek. Żeby ludzie nie stratowali się nawzajem. Ale z drugiej strony jak się ich grzecznie prosi o wyjście, to przeciągają w nieskończoność i prezentują swoje mądrości… Ot, takie czasy, gdzie każdy żąda, nie dając zbyt wiele w zamian.

… i odsunąć się od krawędzi peronu!

Rozumiem złość i rozżalenie, że nie udało się wsiąść do pociągu. Jak już ustaliliśmy – drużyna pociągowa nie ma na to żadnego wpływu, a na dachu u nas nie wolno jeździć. Ale opóźnianie odjazdu pociągu przez usiłowanie wejścia i wystawania jedną nogą czy opieranie się o skład i tak niewiele zmieni, a po pierwsze stwarza ogromne zagrożenie dla życia i zdrowia tej osoby, po drugie – pociąg od 5 minut mógłby być w drodze, więc i szybciej wrócić. A że takie akcje co przystanek, to potem się dziwić że opóźnienia sięgają ponad 30 minut. Po sygnale od drużyny konduktorskiej (długi dźwięk gwizdkiem) albo wsiadamy, albo odsuwamy się za żółtą linię. Uwierzcie – wszyscy na tym zyskają.

Lecz ludzi dobrej woli…

… jest więcej, chciałoby się dośpiewać za klasykiem. No cóż… niestety nie. Natomiast serdecznie dziękuję wszystkim pasażerom, którzy w tym trudnym dniu wstawiali się za nami i tłumaczyli oburzonym współpasażerom, że my jako my niewiele możemy i to nie nasza wina, że pociągi jeżdżą jak jeżdżą. To zawsze bardzo miłe słyszeć, że ktoś jeszcze szanuje naszą pracę i rozumie, że zgnojenie najbliżej stojącego pracownika jednak nic nie pomoże w takiej sytuacji.

Mam nadzieję, że ani my, ani pasażerowie nigdy więcej nie będą musieli przechodzić takiej sytuacji. Ktoś dał ciała, ale pamiętajcie – pracownicy z którymi najczęściej macie kontakt (w jakiejkolwiek branży) najczęściej robią wszystko, żeby klient był zadowolony. Ale najmniej od nich zależy. Więc po prostu bądźmy dla siebie mili :)