Zakończenie przygody w warsztacie to niemałe święto (koniec ze wstawaniem o 5 rano!). Czas na konfrontację marzeń z rzeczywistością.

Poznałeś już z grubsza wnętrzności lokomotywy, nawdychałeś się denaturatu (nie pytam, czy nic więcej z nim nie zrobiłeś), poznałeś smak smaru i metalowych opiłków. Czas najwyższy wyjechać na szlak!

Otrzymujesz grafik „pracy” na cały miesiąc. Zgłaszasz się u dyspozytora, dowiadujesz się, gdzie dziś pojedziesz i z jakim maszynistą (jak jesteś obrotny – dowiesz się tego już w dniu otrzymania grafiku).

Do przejeżdżenia jako obserwator (czyli siedzisz po lewej stronie i obserwujesz pracę maszynisty) masz 300 godzin na elektrowozie i 200 godzin na spalinowozie.

Jeździsz z różnymi mechanikami. Dzięki temu poznajesz różne techniki jazdy, hamowania i ogólnej obsługi. Jeden Ci powie „musisz robić tak, żeby było dobrze”. Na drugi dzień inny zupełnie temu zaprzeczy twierdząc, że jak chcesz spokojnie przejeździć bez usterek to nie możesz tego robić. Warto zapamiętywać wszystkie te rady a w przyszłości sam sobie wypracujesz swoją technikę bazując na uzyskanych wcześniej wskazówkach.

Raz trafisz na maszynistę z prawdziwego zdarzenia, który chętnie podzieli się swoją wiedzą i ciekawymi historyjkami. Innym razem trafisz na gościa, który nie odezwie się ani słowem i będzie dawał Ci do zrozumienia, że Twoja obecność przeszkadza mu w pracy. Cóż… Życie.

Generalnie – to jest Twój czas i postaraj się go nie zmarnować. Zadawaj pytania, choćby wydawały się najgłupsze na świecie. Interesuj się, zaglądaj, co robi maszynista (chyba, że akurat poszedł na siku, to go nie stresuj). I gdy Cię o coś poprosi – zrób to (w ramach oczywiście pewnych granic). Gdy jeden się poskarży, że miał nieposłusznego szkoleniowca – wszyscy się o tym dowiedzą i będą mieli wyrobioną opinię, której ciężko się później pozbyć. Serio – umycie szyby w lokomotywie, zamiatanie podłogi czy zrobienie kawy nic Cie nie kosztuje, a mechanik doceni Twój trud. Dobre słowo do instruktorów jest warte bardzo dużo.

No i teraz przekonasz się, czy jest to na pewno praca dla Ciebie. Kilkugodzinne wpatrywanie się w tory, niebezpieczne sytuacje na szlaku (ot choćby młodzież, dla której genialną rozrywką jest siedzenie na torach) czy choćby hałas potrafią dać kość. Ale póki co jeździsz tylko w dzień. Gdy dojdą nocne jazdy, dopiero robi się ciekawie…

Pamiętaj – nie poddawaj się na początku mimo wielu przeszkód. Wiem, że momentami można zwątpić, ale nikt nie obiecywał, że będzie lekko.

A po wyjeżdżeniu 500 godzin czas na kolejną dawkę teorii…