Wszelkie urządzenia, w tym DSAT mają zadbać o nasze bezpieczeństwo. Potrafią jednak zszargać nerwy…

Szybka służba – do Warszawy przez Koluszki, potem powrót CMK. Przekazałem Darta na dworcu wschodnim, a sam udałem się na Olszynkę Grochowską, gdzie z pociągiem powrotnym czekał już na mnie kolega Mateusz (pozdrawiam! Obiecałem, więc słowa dotrzymuję! :D)

Powalczyliśmy trochę z uszkodzonym fotelem, ale jak to dwóch licencjatów – polegliśmy. Przygotowaliśmy więc pociąg do drogi, wykonaliśmy próbę hamulca i zgłosiliśmy gotowość do wyjazdu. W końcu tarcza manewrowa zmieniła kolor z niebieskiego na biały, rozpoczęliśmy więc wyciąganie pociągu z Grochowa do Warszawy Wschodniej. I wszystko szło zgodnie z planem.

W drogę!

Z Wschodniej przez Centralną i Zachodnią. Rozpędziliśmy pociąg do rozkładowych 160 km/h i patrzyliśmy, jak kilometry na tablicach rosną, co zbliżało nas do stacji docelowej. Niestety, nasza radość nie trwała długo. Lampka czuwaka zamigała radośnie. Żaden z trzech przycisków nie pozwolił jej zgasić, w związku z czym za chwilę za plecami rozległ się dźwięk brzęczyka, który obudziłby umarłego, a następnie zostało automatycznie wdrożone hamowanie nagłe. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że pociąg przejeżdżał właśnie przez urządzenie Detekcji Stanów Awaryjnych Taboru. To nie mogło się dobrze skończyć.

Gorący hamulec

Gdy już się zatrzymaliśmy, udało się skasować czuwak, popełnić skład i ruszyć dalszą w drogę. Ta jednak nie trwała zbyt długo, bo najbliższa stacja wywołała nas przez radio:

– Pociąg xxxxx zgłoś się, odbiór!
– Na odbiorze XXXXX
– Urządzenie DSAT wykazało ostrzeżenie, gorący hamulec, 21 oś od czoła pociągu
– Dziękuję, zatrzymamy się w stacji i dokonamy oględzin

Oczywiście znaliśmy przyczynę zagrzanego hamulca, ale procedura to procedura, a bezpieczeństwo jest najważniejsze. Wjechałem więc do stacji, zatrzymałem pociąg, zabezpieczyłem lokomotywę i udałem się na oględziny wagonu. Sprawdziłem wskazaną przez dyżurnego oś oraz osie sąsiadujące. Tak jak myślałem – wszystko było w porządku, hamulec zagrzał się podczas nagłego hamowania. Mamę oszukasz, Tatę oszukasz, ale fizyki nie oszukasz. Zgłosiłem, że wszystko w porządku i możemy kontynuować jazdę z prędkością rozkładową.

Kolejne urządzenia DSAT

Przejazd przez kolejne urządzenie upewnił nas, że z wagonem jest wszystko w porządku i możemy bezpiecznie dojechać do Katowic. Jednak nasza radość dość szybko została wystawiona na próbę. Sytuacja na torach wymusiła hamowanie w pobliżu kolejnego urządzenia DSAT. Niestety czekała nas powtórka z rozrywki. Wywołanie przez stację, ostrzeżenie, gorący hamulec. Tym razem poszliśmy dokonać oględzin razem z pomocnikiem. Hamulec zimny. Głosimy gotowość, jedziemy.

Do Katowic dowieźliśmy 40 minut opóźnienia. Na wszelki wypadek wagon został sprawdzony przez rewidenta, chociaż po każdym zatrzymaniu nie wykazywał żadnych oznak uszkodzenia. Lekka służba okazała się być dość wyczerpującą… Ot, dzień jak każdy inny na kolei.