5 najbardziej wkurzających rzeczy w podróży pociągiem

Gdy człowiek był piękny i młody przemierzał pociągiem rocznie tysiące kilometrów. Nie przeszkadzały nawet podróże w przedziale dla palących, bo zazwyczaj tam było więcej miejsca do siedzenia. Teraz, gdy jest już tylko piękny – pozostało ponarzekać.

Pociągiem nie podróżowałem już ładnych kilka lat, mimo że prawie codziennie jestem na ich pokładzie. I podejrzewam, że prędko nie wrócę, przynajmniej w naszym kraju. Co mnie najbardziej wkurza w podróży pociągiem?

Ludzie

I to nie dlatego, że jestem introwertykiem i uwielbiam spędzać czas sam ze sobą. To też, ale bardziej wkurzają mnie osoby, które nie potrafią się zachować i uszanować innych podróżnych. Głośne rozmowy czy to przez telefon czy ze współpasażerem. Imprezy, zagadywanie pijanych pasażerów. Serio, średnio mnie interesuje czyjekolwiek życie prywatne. Wolę poczytać książkę, posłuchać muzyki, popatrzeć spokojnie w okno. Kojarzycie scenę z „Dnia Świra”, gdy Adaś usiłuje znaleźć miejsce w pociągu? Zawsze jestem takim Adasiem…

Ludzie

Tym razem chodzi o ludzi, którzy mają w dupie zasady. Skoro już są te miejscówki i mogę sobie nawet w systemie wybrać, gdzie chcę siedzieć, to skoro wybieram sobie miejsce pod oknem, to znaczy że tam chcę siedzieć. A nie że ktoś sobie tam wcześniej siadł i „przecież tyle miejsc jest wolnych”. No po prostu nie. Albo on ma miejsce w innym wagonie zupełnie, ale tu są jego znajomi i on chce tu siedzieć a ja mam sobie iść tam. No tyle, że nie. Ale marnowanie mojego cennego czasu i nerwów na takich osobników było męczące…

Opóźnienia

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, dlaczego pociągi się spóźniają. Sam o tym pisałem, a nawet opowiadałem w programie „7 metrów pod ziemią”. I o ile rozumiem, że awarie się zdarzają, tak jestem też świadomy, że jak mój pociąg gdzieś utknie, to raczej nie mam się co spodziewać, że w rozsądnym czasie zostanie podstawiony skład zastępczy, albo komunikacja autobusowa. Nie, będziemy stać w tym polu, aż z miasta odległego o 200 km przyjedzie sprawna lokomotywa, która pociągnie pociąg dalej. A podróżni zostaną bez informacji, bo tych nawet drużyna konduktorska nie będzie ich posiadać poza takimi, że „już jedzie lokomotywa”. I ja wiem, dlaczego tak jest, wiem jakie są ograniczenia. Wiem też, że nie powinno tak być, bo to pasażerowie nam płacą, a nie my im robimy łaskę że w ogóle jadą.

Chcesz zostać maszynistą…

Ale nie do końca wiesz co z tym powinieneś zrobić? Nie wiesz, czy…

  • …spełniasz wymagania zdrowotne?
  • …musisz ukończyć szkołę kolejową?
  • …poradzisz sobie na kursie?
  • …jeśli nie masz znajomości to masz szansę na pracę?
  • …jest to praca dla Ciebie?
  • Męczą Cię różne pytania, na które nie znajdujesz odpowiedzi?

Sprawdź e-book "Jak zostać maszynistą"

Stare wagony

Na szczęście jest ich coraz mniej (ale jak patrzę na TLK „Rozewie”, to się zastanawiam kto to wpuścił na tory…), ale nadal się zdarzają. Stare wagony, 8 miejsc w przedziale, wszyscy stykają się kolanami. Jednemu wieje, więc nie otworzy okna. Drugiemu duszno, więc będzie otwierał. O ile w ogóle okno da się otworzyć. I póki pociąg jedzie, to jest jeszcze dobrze. Ale jak z jakiegoś powodu stanie w pełnym słońcu, to potem zdarzają się zasłabnięcia i zgony.

Dziwna polityka wagonowa

Gdy jeszcze jeździłem w Intercity nie mogłem się nadziwić pewnej rzeczy. Pociąg jadący z Wrocławia do Katowic (jakieś 2h jazdy) miał zapinany do składu wagon WARS. Pociąg z Gdańska do Zakopanego (czy ze Świnoujścia, już nie pamiętam) jechał bez Warsu. Jedynie co można było kupić do jedzenia lub picia, to produkty od pana z wózeczkiem, o ile wsiadał. Serio, jadąc przez całą Polskę chciałbym mieć możliwość zjedzenia ciepłego posiłku czy napicia się kawy, herbaty czy innego napoju. No, ale przecież według niektórych wystarczy nabrać kanapek w plecak i herbatę w termos.

To moje TOP 5 rzeczy, które mnie wkurzają i skutecznie zniechęcają do podróży pociągiem. O cenach już nie wspomnę, bo w 2 osoby bardziej opłaca się wsiąść w samochód.

Jak widzicie – część mojej niechęci to pasażerowie. Ale jednak większą część stanowi kolejowy „niedasizm”.

A was co najbardziej wkurza w podróżowaniu pociągiem? Zostawcie swoje typy w komentarzu, a ja później zrobię zestawienie, taki top wszechczasów ;)

Podobało się? Zapisz się na newsletter!

Otrzymuj prosto na swoją skrzynkę informacje o nowych wpisach i ciekawych akcjach!

5 comments add your comment

  1. Ja bym dopisał jeszcze ludzie – po raz trzeci. Sądziłem nawet, że każdy akapit będzie mieć taki podtytuł ;-) Chociaż nie jestem introwertykiem również. Wkurzają mnie nieco inni ludzie niż wymienieni w tekście – może opiszę sytuację:
    Wjeżdża dalekobieżny pociąg, duża stacja, przed podróżnymi długa trasa. Wszyscy mają miejscówki, (to IC), ale zachowują się, jakby ich nie mieli. Drzwi wejściowe nagle stają się magnesami, które ściągają wszystkich wokoło. Nie ważne że ktoś wychodzi, od biedy i łaski dostanie wąziutkie przejście w sam raz na szeroką walizkę, oraz dodające otuchy spojrzenia wyrażające pustkę – „ten obok się przesunie, ja czekam aż odlecisz w powietrze i zwolnisz otwór drzwiowy”, oraz oburzenie – „to jednak JA muszę się przesunąć? Jednak nie latasz?”. Nie, nie latam. Pociągami jeżdżę. A tak poza tym, to żenujące, że tłum wciska się starym przyzwyczajeniem, co by najprędzej wolne miejsce siedzące dostać, chociaż ma miejscówkę, siedzenie na nich czeka, mają prawo wyprosić nieogarniętego pasażera i bez łaski.
    Efekt końcowy to ludzie wiedzący teoretycznie, gdzie mają się kierować, ale w praktyce włażący bez ładu i składu i tak też potem miotający się po korytarzach.
    A już na zupełnym marginesie, kto wyprawia w podróż te wszystkie drobne kobiety i staruszki z GIGANTYCZNYMI torbami, których nie potrafią potem unieść, przerzucić między krawędzią peronu a schodami i manewrować na korytarzu? Dlaczego mają takie persony wrażenie, że na pewno ktoś im pomoże? Nie mam ochoty targać pięciu toreb na lewo i prawo żeby przejść, bo taka osóbka ugrzęzła nie dość, że w niewłaściwym wagonie, to jeszcze z klocem którego nie potrafi unieść aby ułatwić innym przejście. A reszta ludu napiera i napiera. Baranim pędem biegnąc po miejsce które nie ucieknie, zatrzymywana i korkowana przez ludzi którzy biec nie są w stanie, a najgorzej, że z ciężarem swojego bagażu nie są w stanie nawet kroczyć.

  2. Trzeba być na czas, choć to pojęcie względne. Na szczęście nie miałam sytuacji, że czekałam dłużej niż kwadrans.
    Jeśli wybieram się w dłuższą podróż, nic nie piję i nie jem, ponieważ czasem toaleta w pociągu nie jest czysta. Autem zatrzymam się prawie wszędzie.
    Współpasażerowie w upalne lato wsuwający sałatkę z Biedronki ,,pachnąca” kakofonią różnych aromatów. Fuuuj…
    Mnóstwo ludzi w korytarzach wagonów i w przedziale człek zajmujący moje wykupione miejsce siedzące zdziwiony, że jak to? To on musi mi ustąpić? W aucie nie na takiego problemu, chyba, że to mąż chce być kierowcą 😁😁😁

    Zdecydowanie wolę auto, ale czasem względów finansowych oraz odległość i czas, w jakim nam do pokonania tą odległość pokazują, że fajnie wsiąść w pociąg i to nim dojechać w dane miejsce np. 1,5 godziny niż męczyć się 3-4 h na zakorkowanej lub remontowanej drodze.

  3. Ja akurat jak słysze, że będziemy jechać pociągiem to od tego momentu zapominam o wszelkich wadach takiej podróży. Jak jade z innymi współ pasażerami i ich nie znam to się nimi nie bardzo przejmuję. wolę się rozkoszować widokami koleji i Polski za oknem lub nawet samym w sobie pobytem w pociągu. Ja z regóły jestem miłym człowiekiem i niestety nie zawsze asertywnym także szybko dochodze do porozumienia z innymi pasażerami. Generalnie jeśli chodzi o problemy z innymi pasażerami to nie doświadczyłem jakichś nie przyjemnych sytuacji więc wg. mnie to nie jest najwiekszy problem. Jedyne czym się przejmuje podczas podróży to możliwość wystąpienia opóźnienia, komplikacji itp. A jak pan Maszynista pisał, że woli unikać tych starych wagonów czytaj np. takich (111a, 112a) to ja mam na odwrót. Ja z koleji wole taką nieco starszą kolej niż takie pendolino, ale to tylko kwestia sympatii. Wole jak jest nieco bardziej topornie niż wygodnie. Zgodze się, że starsze wagony są mniej przyjazne dla pasażerów niż nowsze z kategorii IC, EIC ale ja na to przymykam oko i wbieram patrzeć na nie z sympatii. Dla mnie osobiście szkoda, że powoli znika kategoria TLK. Ona jest dla mnie najładniejsza – EP07-111A-112A. Ale są gusty i guściki :)

  4. Witam. No ja akurat od prawie 15 lat wożę ludzi autobusem no i niestety ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie… Czasem sobie myślę że jesteśmy po to aby ktoś się na Nas wyładował za swój trudny dzień bo my przyjmiemy to na klatę bo nie możemy być niegrzeczni… Starsze osoby z tymi wozkami których nie mogą utargać, jadące dwa przystanki na targowisko bo tam marchew 5 gr tańsza niż w sklepiku obok ich miejsca zamiezkania… I akurat ja bardzo chętnie korzystam z pociągów przy okazji wyjazdu czy to wakacyjnego czy innego. Zgadzam sie z brakiem Warsów (może to jest spowodowane nieopłacalnością tegoż wagonu? Nie wiem), ale fajnie byłoby gdyby po prostu w wielu połączeniach dodać ze dwa wagony żeby było luźniej, wygodniej i przyjemniej. A jeśli chodzi o cenę biletów…no cóż…jadąc samemu bądź w dwójkę bilet i tak wychodzi mi taniej niż jazda samochodem i odpoczywam jako pasażer… Pozdrawiam

  5. Cześć wszystkim. Ja też bym jeszcze dodał jedną pozycję Ludzie. A chodzi mi o drużyny konduktorskie. Oczywiście nie wszystkie, a nawet śmiało mogę powiedzieć, że mniejszość. Ale jednak. Opiszę moją jedną podróż w skrócie. Pewnego sobotniego dnia, gdy żona pracowała do 20:00 postanowiłem, że zabiorę córkę (wtedy 7 lat) do kina w Katowicach. Powiedziałem małej, że zrobimy sobie przejażdżkę komunikacją miejską. Kupiłem przez internet bilety na pociąg z Mikołowa do Katowic. Pojechaliśmy. Wszystko fajnie. W Katowicach tramwajem do kina. Córka szczęśliwa bo bardzo rzadko ma okazję jechać tramwajem. W kinie bajka. Potem powrót tramwajem na dworzec. No i ostatnia atrakcja, pociąg z Katowic do Mikołowa (KŚ-ami). Bilet znowu kupiłem przez internet. Koszt wtedy wyniósł na nas dwoje jakieś 6,50 czy 8,50 (dokładnie nie pamiętam, ale chyba te 6,50). Przyszedł do mnie kierownik sprawdzić bilet i się zaczęło. Jego czytnik nie potrafił odczytać biletu. Zaczął oglądać go w tym telefonie i gadać, że ten bilet jest jakiś dziwny. Tu powinien być jakiś numer i to, że jak nie da się odczytać to zapłacę karę. Córka już była mocno przestraszona, a mnie od środka rozsadzało, ale zewnętrznie zachowałem spokój. Myślę sobie, tak dałem jakiemuś grafikowi zlecenie, żeby mi podrobił bilet internetowy za 6,50 zł bo mi szkoda tyle wydać. Całe szczęście kierownik odpuścił. I tak już wysiadaliśmy, ale stres dziecka był wtedy najbardziej wkurzający. Jakiś miesiąc wcześniej na trasie Bielsko – Biała Tychy też kierownikowi nie chciało odczytać mojego biletu, ale on (w przeciwieństwie do wyżej wymienionego) z uśmiechem na twarzy, z pełną kulturą powiedział, że czasami tak się zderza. Można?

Leave a Comment