Nieoczekiwana wycieczka w góry

Czyli nie zawsze trzeba się zatrzymać

1
910

To miał być spokojny dzień na manewrach… Coraz więcej wpisów zaczynam tymi słowami. Tak też było tym razem.

Sprowadź jeden pociąg, przygotuj drugi… I tak przez cały dzień. Nie przepadam za takimi służbami, ale ktoś też to musi przecież robić. Ja jednak wolę wziąć pociąg i pojechać nim w góry (tutaj pozdrowienia do Pań planistek, pamiętajcie o tym ;)).

Dlatego też z radością odebrałem w tym dniu telefon od dyspozytora:

Panie marcinie, trzeba wziąć jednostkę i pojechać do zwardonia i wrócić po 16

Nie dałem sobie tego dwa razy powtarzać. Biorę!

Przygotowałem skład, dostałem rozkład jazdy i wyruszyłem w drogę tzw. „esem”, czyli w dużym skrócie – pociągiem bez pasażerów, bez postojów handlowych itp. Ruszyłem i poczułem się jak za starych czasów w poprzedniej firmie. Trochę głupie uczucie, gdy już się człowiek przyzwyczaił do zatrzymywania na każdym przystanku, a tu wszystkie stacje brane „na przelocie”. Gdyby tylko pogoda była lepsza niż okropna ulewa, to już byłoby znakomicie. Ale nie można mieć wszystkiego.
[su_box title=”Jak zostać maszynistą?” style=”noise” box_color=”#da660e” radius=”5″]

Jeżeli jesteś ciekaw co jeszcze może spotkać maszynistę w pracy, jak wygląda szkolenie oraz zadajesz sobie pytanie „Jak zostać maszynistą”, to przypominam że dostępny jest mój e-book, który rozwieje większość Twoich wątpliwości i ułatwi drogę do fotela maszynisty.

Kup moją książkę!

[/su_box]

Zajechałem do Zwardonia, przemanewrowałem skład i została jeszcze godzinka wolnego. Kawa, jedzonko i można było wracać. Powrót oczywiście był z małymi przygodami, o których być może kiedyś Wam opowiem ;)

Zajechałem do Katowic, odstawiłem skład, zostało mi jeszcze w planie wyprowadzenie w peron kolejnego pociągu i mogłem spokojnie wracać do domu i zasłużenie wypocząć.