To miał być spokojny dzień na manewrach… Coraz więcej wpisów zaczynam tymi słowami. Tak też było tym razem.

Sprowadź jeden pociąg, przygotuj drugi… I tak przez cały dzień. Nie przepadam za takimi służbami, ale ktoś też to musi przecież robić. Ja jednak wolę wziąć pociąg i pojechać nim w góry (tutaj pozdrowienia do Pań planistek, pamiętajcie o tym ;)).

Dlatego też z radością odebrałem w tym dniu telefon od dyspozytora:

Panie marcinie, trzeba wziąć jednostkę i pojechać do zwardonia i wrócić po 16

Nie dałem sobie tego dwa razy powtarzać. Biorę!

Przygotowałem skład, dostałem rozkład jazdy i wyruszyłem w drogę tzw. „esem”, czyli w dużym skrócie – pociągiem bez pasażerów, bez postojów handlowych itp. Ruszyłem i poczułem się jak za starych czasów w poprzedniej firmie. Trochę głupie uczucie, gdy już się człowiek przyzwyczaił do zatrzymywania na każdym przystanku, a tu wszystkie stacje brane „na przelocie”. Gdyby tylko pogoda była lepsza niż okropna ulewa, to już byłoby znakomicie. Ale nie można mieć wszystkiego.

Jak zostać maszynistą?
Jeżeli jesteś ciekaw co jeszcze może spotkać maszynistę w pracy, jak wygląda szkolenie oraz zadajesz sobie pytanie „Jak zostać maszynistą”, to przypominam że dostępny jest mój e-book, który rozwieje większość Twoich wątpliwości i ułatwi drogę do fotela maszynisty.
Kup moją książkę!

Zajechałem do Zwardonia, przemanewrowałem skład i została jeszcze godzinka wolnego. Kawa, jedzonko i można było wracać. Powrót oczywiście był z małymi przygodami, o których być może kiedyś Wam opowiem ;)

Zajechałem do Katowic, odstawiłem skład, zostało mi jeszcze w planie wyprowadzenie w peron kolejnego pociągu i mogłem spokojnie wracać do domu i zasłużenie wypocząć.