Zabrakło mi powietrza

Trudno jest żyć bez powietrza. Jak się okazuje – pociąg bez niego też daleko nie zajedzie i konieczna bywa próba reanimacji.

Podróże kształcą. Tak przynajmniej mówią co poniektórzy. Nic nie zapowiadało, że tego dnia przyjdzie mi znowu zmierzyć się z kapryśną maszyną i wykorzystać swoją wiedzę, żeby wrócić do domu na obiad.

Służba, za którą niespecjalnie przepadałem. Zaczynała się jakoś chwilę po godzinie 5 rano. Targało się pociąg do Poznania przez Gliwice, Lubliniec, Kluczbork, Jarocin… Jak się przyjechało planowo, to czasu wystarczało akurat na szybkie siku (w jakimś oczekującym na odjazd pociągu, bo do dworcowej toalety to już niekoniecznie można było się wyrobić) i już wjeżdżał w peron nasz pociąg powrotny. Tak też było i tym razem.

Szybkie przekazanie „z ręki do ręki”, wszystko sprawne, zielonej!

Wracało się już przez Leszno, Wrocław… To był szlak pełen przygód! Długi remont w dwóch miejscach na raz, przez co wprowadzony był ruch jednotorowy. Jak coś padło, to Poznań był odcięty od Wrocławia (przynajmniej na tym szlaku, a ruch osobowy tam całkiem spory był). A padało często.

Ale dziś nie o tym. Miałem to szczęście, że za każdym razem udawało mi się ten szlak przejechać bez problemów, a różne wypadki działy się chwilę po moim przejeździe. Dziś udało się zajechać aż do Obornik(ów?) Śląskich.

Kierownik zamachał odjazd, ja wyluzowałem maszynę i patrząc na manometry wyrzuciłem z siebie słowo powszechnie uznawane na wulgarne. Powietrza było poniżej normy, sprężarka nie działała.

Poinformowałem kierownika, że potrzebujemy minuty bo mały problem. Tę samą informację otrzymał dyżurny ruchu stacji Wrocław Popowice, która zdalnie sterowała urządzeniami w Obornikach. W międzyczasie analizowałem w głowie sytuację… Sterowanie jeszcze jest, zwolnień na szlaku brak, może by się udało dotoczyć do Wrocławia. Z drugiej strony jeszcze postój na Mikołajowie. Nie no, nie da rady. Zaraz hamulce zaczną się zaciskać i nic z tego nie będzie. Kombinujemy na miejscu.

Z kursu pamiętałem, że taka sytuacja może się przytrafić i winny najprawdopodobniej będzie przekaźnik ciśnieniowy, który załącza i wyłącza sprężarkę w zależności od ciśnienia powietrza w zbiorniku. Usterka prosta do usunięcia, bo przecież projektant wziął pod uwagę taką sytuację i na lokomotywie jest odłącznik tegoż przekaźnika – wtedy samemu trzeba pilnować pracy sprężarki. Uciążliwe, ale dałoby się dojechać do Katowic i jeszcze wrócić bez potrzeby odstawiania maszyny. Zlokalizowałem odłącznik, pominąłem przekaźnik ciśnieniowy i… sprężarka nadal nie rusza. Dla pewności spróbowałem jeszcze kilka razy – nadal nic. Czas ucieka.

Trzeba sobie radzić i jakoś do tego Wrocławia dojechać… W plecaku z narzędzi do usuwania usterek mam wyłącznie scyzoryk i tekturową rolkę po taśmie prędkościomierza. Nie ma co wybrzydzać, trzeba przynajmniej na te kilkanaście minut uzdrowić pojazd, żeby mógł zjechać do szopy o własnych siłach.

Chcesz zostać maszynistą…

Ale nie do końca wiesz co z tym powinieneś zrobić? Nie wiesz, czy…

  • …spełniasz wymagania zdrowotne?
  • …musisz ukończyć szkołę kolejową?
  • …poradzisz sobie na kursie?
  • …jeśli nie masz znajomości to masz szansę na pracę?
  • …jest to praca dla Ciebie?
  • Męczą Cię różne pytania, na które nie znajdujesz odpowiedzi?

Sprawdź e-book "Jak zostać maszynistą"

Przy pomocy scyzoryka lekko rozszerzyłem otwór w rolce. W szafie niskiego napięcia zdjąłem komorę gasikową ze stycznika sprężarki i przy pomocy rolki zwarłem na stałe jego styki główne. Sprężarka zaczęła pompować powietrze. Ufff…

Sytuacja prowizorycznie opanowana, ale no nie da się tak jechać do końca. Sterowanie sprężarką mam wyłącznie poprzez wyłączanie przetwornic. Dzwonię do Wrocławskiego dyspozytora, przedstawiam mu sytuację i mówię, że do Wrocławia to dociągnę, ale we Wrocławiu potrzebna będzie wymiana.

Lokomotywa dla mnie była już szykowana, w peronach szybko urwaliśmy zdefektowaną maszynę i umówiliśmy się z maszynistą wyprowadzającym w połowie drogi, przy tzw. posterunku kontrolnym. On tam zabrał moją maszynę, ja jego. Najechaliśmy na skład, połączyliśmy z wagonami. Szybka próba hamulca i ruszamy w dalszą drogę! Do Katowic chyba zniwelowaliśmy większość opóźnienia. A ja wróciłem do domu na obiad, bogatszy o kolejne usterkowe doświadczenie.

Podobało się? Zapisz się na newsletter!

Otrzymuj prosto na swoją skrzynkę informacje o nowych wpisach i ciekawych akcjach!

1 comment add your comment

  1. Fajnie się czyta takie historie. Kilka lat temu odwiedzałem pewien blog mechanika PKP CARGO. Opisywał swoje służby od początku do końca (wiadomo w skrócie). Opisywał takie jak Twoja, na której coś się wydarzyło. Niestety przestał pisać po, bodajże przeniesieniu do IC z powodu braku czasu (coś Pan o tym wie:)). Pozdrawiam

Leave a Comment