Minusy pracy jako maszynista

35
164

A więc masz już tę pracę. Spełniasz marzenie, jeździsz po Polsce, dziewczyny patrzą na Ciebie z zachwytem, gdy wychodzisz z lokomotywy. W rzeczywistości ta praca ma też minusy.

Oczywiście to, co napisałem wyżej jest prawdą, jednak wybierając ten zawód musisz mieć świadomość, że to nie jest zawód dla wszystkich.

Przede wszystkim – zapomnij o życiu prywatnym. Koledzy wyciągają Cię na piwo w sobotę? Hej, fajnie, ale Ty akurat w sobotę pracujesz od 11 do 23. W niedzielę tak samo. Wolny masz wtorek. Ach, no tak – oni nie mają. Ciężko jest zgrać się nawet ze znajomymi z pracy, a co tu mówić o tych, którzy pracują od poniedziałku do piątku.

Druga sprawa – zapomnij o życiu rodzinnym. Wigilia? Pracujesz od 14 do 2 w nocy. Święta podobnie. Bardzo rodzinnie, prawda? Cóż – służba nie drużba. A może wspólne wakacje w lipcu? Hej! Nie rozpędzaj się – na wakacje uruchamiane są dodatkowe pociągi. Urlop wykorzystasz w listopadzie.

Kolejna przyjemność – zapomnij o zdrowym żywieniu. To znaczy to nie tak, że nie można zjeść sałatki. Ale biorąc pod uwagę, że dziś jesz obiad o 14, jutro o 20, a z ciepłych rzeczy to herbata, to nie jest jednak najzdrowszy tryb życia.

No i ogólnie będziesz tracił zdrowie. Przede wszystkim słuch – mimo, że kabiny maszynisty są wyciszone, to jednak maszyny są na tyle głośne, że nadal słyszysz upierdliwy huk, syrenę słyszysz głośniej niż inni, bo jest nad Twoją głową. No i trzeszczące radio. Oprócz tego dochodzi stres spowodowany różnymi sytuacjami na torach. O tym, że nie będziesz mógł zrobić siku wtedy, kiedy zechcesz już pisałem.

Uwierz – jazda w nocy, we mgle, w hałasie jest cholernie męcząca. To nie tak, że siedzisz i nic nie robisz. Do domu często wracasz nad ranem – padnięty, wypruty z sił. A w domu też czekają na Ciebie różne obowiązki. Chrrr….Chrrrrr….Chrrrrrrrrrrrrrrrrr

To nie tak, że was straszę. Ale musicie wiedzieć, że mimo wielu niezaprzeczalnych zalet, ta praca ma  również sporo minusów i wymaga wielu wyrzeczeń, na które duża ilość osób nie jest gotowa.

  • Widzę, że masz niebywałe szczęście i jeszcze Ci jakiś samobójca nie wlazł pod pociąg przebiegając radośnie w ostatniej chwili. To chyba najgorsza rzecz, jaka może się maszyniście zdarzyć na co dzień (bo wypadki typu zderzenie pociągów to jednak wielka rzadkość).

    • Generalnie samobójców jako takich wcale tak dużo na torach nie ma. Większość wypadków to jednak tacy „radośnie przebiegający” przez tory w ostatniej chwili. Ewentualnie ofiary alkoholu i innych używek – jeden, gdy zauważyłem go na torze obok i podałem „baczność” – rzucił się z pięściami na pociąg. Na szczęście nie zdążył doskoczyć, bo by było po nim.

      • Mimo wszystko obciążenie psychiczne dla maszynisty spore, zwłaszcza gdy zginą dzieci. W tym roku na północy Polski zginęła tak dwójka dzieci, siedziały z tyłu samochodu, tatuś jak zwykle przejechał na przejeździe bez zatrzymywania… on i żona przeżyli, dwójka maluchów nie. Oni znali to miejsce, wiedzieli o zakręcie, o złej widoczności, kurka wodna przecież pociąg słychać z kilkuset metrów, nawet jak go zasłania góra! A jednak opinia publiczna „skazała” maszynistę, rodzic niewinny (na szczęście sądy jeszcze mamy normalne). No przecież maszynista mógł w każdej chwili się zatrzymać. Prawie nikt nie ma świadomości, że taki ciężar hamuje z prędkości 50km/h nawet kilometr. No ale taka już polska mentalność, totalna bezmyślność i brak wyobraźni.

        • Paweł Krzysztof

          Bo „opinia publiczna” utożsamia się z tym, co jest jej znane. Kierowcą (amatorem) jest prawie każdy, a przynajmniej każdy kierowcę zna. Maszynista natomiast to ktoś z innej planety, to jeden z „onych”, tak jak policjant, ksiądz, lekarz i każdy inny zawód, zbierający „baty od opinii publicznej” (która para się prostymi, dorywczymi pracami, pobieraniem zasiłków i komentowaniem w internecie).

          • Widzę, że Ty jesteś od komentowania w internecie ;)

          • Paweł Krzysztof

            Mogę nie komentować, jak nie chcesz. Nie byłem chamski, więc nie wiem, dlaczego na mnie wsiadłeś. Dzieciak jesteś i tyle. Bez odbioru.

          • Oczywiście, że jestem dzieciakiem. Dziękuję za zrozumienie :)

  • Wojtek

    Pamiętam szczegóły każdego wypadku.Mogę je opisać a nie pamiętam gdzie położyłem okulary

  • Ja

    A planowanie urlopów to pikus?? W Cargo pracuje i jeszcze nie zdarzyło się abym nie dostał urlopu kiedy planowałem.

    • W ruchu osobowym możesz zapomnieć o wakacjach co rok w lipcu/sierpniu. Owszem – w jednym roku dostaniesz, ale na drugi rok już nie. Jest w miarę sprawiedliwe, bo przecież gdyby wszyscy chcieli na wakacje, to nie miałby kto jeździć. Ludzi jest za mało, pociągów coraz więcej – są problemy z obsadzeniem służb bez nadgodzin wtedy.

      • Paweł

        Nie mogę się z tym do końca zgodzić.
        Nie wiem w jakim gnieździe / sekcji jeździ autor bloga, ale ja od prawie 5 lat jeżdżę w ruchu podmiejskim w Warszawie i okolicach (można powiedzieć w największym „skupisku” pociągów osobowych w Polsce) i nigdy nie miałem problemu, żeby otrzymać w wakacje urlop na wyjazd. A wyjeżdżam regularnie co roku. Na pewno trzeba sporo wcześniej zgłosić chęć takiego urlopu i zazwyczaj kiedy jest mało ludzi to dadzą mniej – ale zawsze ten chociaż tydzień jakoś uda się skleić. Po za tym nie wszyscy maszyniści są zainteresowani urlopem w wakacje – jeden nie chce bo dla niego za gorąco, drugi nie chce bo żona / dziewczyna nie ma w tym samym czasie wolnego i jedzie w innym mniej obleganym miesiącu.
        PS. Bardzo fajny blog, wpadam tu często od jakiegoś czasu. Pozdrawiam!

        • Paweł Krzysztof

          Urlopy w wakacje są atrakcyjne tylko dla ludzi mających dzieci w określonym wieku (przedszkolno-wczesnoszkolnym). Dla pozostałych wcale niekoniecznie (gorąco, drogo, tłumy dzieciaków, trudno o kwaterę).

          • Urlop w lutym też nie jest najciekawszy. No i sporo jest osób, które właśnie posiadają dzieci w takim właśnie wieku.

  • maszynista

    Bzdury piszesz.

    • Masz jeszcze jakieś inne twarde argumenty, czy raczysz po prostu tu więcej nie wracać?

      • Maszynista

        Mechanik to w kanale siedzi i spodki smaruje. Jestem maszynistą od 10 lat i wiekszosc twoich słów totalnie nie zgadza sie z prawdą.

  • ZIBI

    Mój tato pracował jako maszynista parowozu to coś o tym. Pracował wtedy po 300godz. na miesiąc.

    • Fakt, kiedyś robiło się 200% normy.

      • ZIBI

        rano z pracy a wieczorem do pracy i tyle go widziałem.

  • JacekSY

    Przeczytałem z uwagą ten wpis. Czytam każde uważnie. Wiem, nie jest lekko. Niemniej dałbym wiele aby jednak być tym maszynistą. Szkoda że w 1988 roku nie wyszło z technikum.

    • Obecnie to już nie jest przeszkoda ;) Ja też nie mam w papierach technika.

  • edek

    zawsze można iść do biura pracować, w święta wolne, sałatki zawsze o tej samej porze…urlop z kolegami się poustawia…. co to za narzekanie ….kurde a kierowcy zawodowi to mają lepiej?… a kolesie w fabrykach na 3 zmiany to na święta zawsze są… ja pierdziu …kolega to chyba życiowych rozterek nie zaznał

    • Edziu, wyluzuj. Jakbyś potrafił czytać ze zrozumieniem to byś wiedział, że nikt się tu nie żali, tylko opisuje minusy pracy w tym zawodzie, żeby potencjalni przyszli kandydaci wiedzieli jak to wygląda. Jak nie mają nic wspólnego z koleją, to takich rzeczy mogą nie wiedzieć. A jak Tobie nie pasuje, to nie musisz czytać. Ba! Nawet wchodzić tu nie musisz. Wymaż ten blog z pamięci.

      • Paweł Krzysztof

        Chodzi o to, że każdy, kto choć miesiąc popracował „jak facet”, jest tych minusów świadom. A dzieci, których praca przeraża i tak nie pójdą na kolej.

    • Jan Maliniak

      Kierowcy zawodowi…. Mgła z widocznością 30 m to zmniejszasz prędkość do 60 km/h i jedziesz dalej. Chcesz się wysikać – zatrzymujesz i na koło. A maszynista przy takiej widoczności nie może zmniejszyć rozkładowej 120 km/h, droga hamowania 600 m i modlisz się, żeby ktoś nie stał na torach. Chcesz się wysikać – najbliższy postój za 2 godz. W lokomotywach WC nie ma.

      • Co do większości się zgadzam, natomiast oczywiście mogę zmniejszyć prędkość, jeżeli uznam że maksymalna zagraża bezpieczeństwu. Zgłaszam taką rzecz najbliższemu dyżurnemu i jadę z taką prędkością, jaką uważam za bezpieczną.

  • Anatol Zbożowy

    Trochę narzekania bez sensu. A niby-to motorniczy tramwajowy ma lepiej? Tak samo świątek, piątek i niedziela, tak samo wysikać sie nie ma kiedy, bo postoje na pętlach krótkie, a opóźnienia w godzinach szczytu paskudne, więc jeździ się w kółko bez odpoczynku, wstawać trzeba o najdzikszych porach, itd. Kierowcy autobusów podobnie. I jeszcze w dodatku cały dzień borykają się z ruchem ulicznym – zarówno tramwajarze, jak i autobusiarze – a maszynista kolejowy to panisko przynajmniej o tyle, że drogę przebiegu ma ułożoną, semafory podane (albo nie;) i poza jakimiś skrajnymi przypadkami nikt mu drogi nie zajedzie :)

    • Anatolu. Bez sensu jest Twój komentarz, bo gdybyś potrafił chociaż trochę czytać ze zrozumieniem, to byś wiedział, że piszę tutaj o pracy maszynisty, a nie kierowcy, motorniczego itp. I dla wielu osób, które zechcą pracować jako maszyniści, te konkretne rzeczy mogą nie pasować w tej pracy. Więc po co mieliby się pchać?
      Uwierz – pracowałem w wielu różnych zawodach, zarówno z ludźmi, bez ludzi jak i również wykonywałem pracę zdalną, administrując serwerami. Gdybym pisał bloga o tamtych zawodach – również podałbym minusy tamtych zajęć. To nie jest blog kolejarza dla kolejarzy, bo takie twory są bez sensu. To jest blog początkującego maszynisty, to pasjonatów kolei, którzy mają marzenia ;)

  • Pingback: Plusy pracy jako maszynista | Maszynista()

  • Czytelnik

    „No i ogólnie będziesz tracił zdrowie. Przede wszystkim słuch”

    Aż tak jest źle w tej kwestii ? To jakim cudem maszyniści przechodzą później badania kontrolne co dwa lata ?

    • Przy późniejszych badaniach są mniejsze wymagania niż przy wstępnych. No i to nie jest tak, że zdrowie się nagle sypie. Ale przy pracy w hałasie słuch jest coraz słabszy. Pracujesz też w stresie i w polu magnetycznym. Na pewno pracując w biurze będziesz w lepszej formie ;)

      • Paweł Krzysztof

        W biurze wdychasz toner z xero i tracisz wzrok przy komputerze. Poza tym jesteś narażony na stres związany z przebywaniem w małej grupie tych samych ludzi- dla niektórych to nie do przeskoczenia (plotki, podkładanie świń, mobbing itp.). No i zarobki gówniane (chyba, że jesteś dyrektorem w tym biurze, ale to przecież nie każdy i nie od razu).

  • Paweł Krzysztof

    Te minusy pojawiają się w każdej „prawdziwej pracy dla faceta”, czyli np. kierowca, policjant, ratownik medyczny czy pilot. Jak ktoś lubi siedzieć w ciepełku, chodzić do kibelka co 5 minut i mieć regularne obiadki, niech idzie do biura- z kobietami. I zarabia połowę. Jakoś większość ludzi ma rodziny (żona pracująca w biurze ogarnia przedszkole, wywiadówki itp), a z „piwka z kumplami” się po prostu wyrasta- wystarczy wesele raz na parę miesięcy.

    • Nie bardzo rozumiem, co według Ciebie znaczy „prawdziwa praca dla faceta”, bo przykłady które podałeś, są totalnie z dupy. I zapewniam Cię, w biurze nie zarabia się połowy tego co na kolei. Trochę przepracowałem w różnych miejscach wcześniej, więc mam rozeznanie w terenie.

      • Paweł Krzysztof

        Ja też pracowałem w różnych miejscach przez prawie 20 lat i też mam niemałe rozeznanie. Praca dla faceta, to są właśnie te „przykłady z dupy” (cokolwiek by to miało znaczyć), które podałem. Plus parę innych. Moja żona pracuje w biurze. Wiem ile zarabia. Ale za to ma czas, każde popołudnie i weekend wolne. Gdyby pracowała „jak facet”, to niemożliwe byłoby mieć dzieci (chyba, ze wychowywaliby je dziadkowie-emeryci).