Nadchodzi koniec roku, wraz z nim warto podsumować co się wydarzyło przez ostatnie 12 miesięcy. A był to dobry rok.

Jak większość z Was wie – staram się spełniać moje marzenia, zamiast siedzieć z założonymi rękami mówiąc, że się nie da. W tym roku tych marzeń spełniłem całkiem sporo. Mam nadzieję, że to była rozgrzewka przed 2019 ;)

Razem z żoną uwielbiamy podróżować. Właściwie gdyby nie praca, to mógłbym co jakiś czas zmieniać jeden ciepły kraj na drugi ;) Może czas na blog podróżniczy?

Byliśmy na Fuerteventurze

To był dość szybko zorganizowany wyjazd. Jakoś w grudniu dowiedziałem się, że w styczniu będę miał urlop. Ogarnęliśmy wyjazd i w drugiej połowie stycznia wygrzewaliśmy się na jednej z wysp kanaryjskich. Kiedyś już tu byliśmy z intensywnym zwiedzaniem, więc tym razem postawiliśmy na totalny relaks. Nie było specjalnie gorąco, a w pierwszych dniach wręcz potwornie wiało, ale pierwszy w tym roku wypoczynek zaliczony :)

Odwiedziliśmy Chorwację i Słowenię

Kraj jako taki jest według mnie mocno przereklamowany. Ale jedno miejsce skradło nasze serca i chyba już zawsze będziemy tam chętnie wracać. Trogir. Piękne i przede wszystkim spokojne miasteczko. Wpadliśmy tam na kilka dni wygrzać kości pod koniec kwietnia. Akurat zbliżała się majówka (wiadomo – maszynista w takim czasie siedzi w pracy) i częstotliwość przekleństw słyszanych w naszym rodzimym języku bardzo wzrosła. To był czas na ewakuację. Podróże tam tylko przed lub po sezonie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w słoweńskim Bledzie, gdzie podziwialiśmy piękne jezioro Bled. Wypoczęliśmy po raz drugi :)

Spacerowaliśmy w koronach drzew!

W ramach prezentu urodzinowego zostałem porwany i wywieziony na Słowację, gdzie wspinaliśmy się na ścieżkę w koronach drzew. Wysiłek zwrócił się z nawiązką, gdy mogliśmy podziwiać górskie krajobrazy. Jednak góry to jest to :)

Wpadliśmy na Mazury!

Nieco ponad miesiąc później znowu byliśmy w podróży. Tym razem postanowiliśmy wpaść nad jeziora. Jakoś nigdy nie jest po drodze, więc skoro Mazury nie chciały przyjechać do nas… ;) I powrót, który chyba zapamiętam do końca życia. Na ostatnią chwilę zdążyłem do pracy, nawet nie przebierając się już w piękną, biała koszulę. Ot, złapało nas potężne oberwanie chmury i cała podróż się przez to jak na złość wydłużała…

Ekspresowy wypad na Maltę

Trzy tygodnie później siedzieliśmy już w samolocie lecącym na Maltę. To była szybka, dwudniowa wyprawa podczas której staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej, ale duszna pogoda skutecznie to utrudniała. Niemniej co udało nam się zobaczyć, to nasze :)

I znowu bujaliśmy w koronach drzew

We wrześniu przy okazji pobytu w jednym z fajniejszych hoteli pod Wrocławiem (polecam Hotel Eclipse w Domasławiu) znowu odwiedziliśmy ścieżkę w koronach drzew, tym razem po czeskiej stronie. Była mniej wypasiona, ale za to dostępna dla wszystkich – rodzin z dziećmi, osób na wózkach itp.

Za jakiś miesiąc odwiedziliśmy jeszcze jedną atrakcję tego typu. Również w Czechach, dokładnie w Dolní Moravy. Z plusów – na atrakcję był przygotowany wyciąg krzesełkowy. W minusów – w październiku już dawno nie działał, więc znowu wspinaczka i zdążyliśmy wejść na ostatnią chwilę. Plus – cała wieża była dla nas :)

Nie tylko podróże

Żeby nie było, że nic innego nie robie, tylko jeżdżę po świecie – zrobiłem w tym roku jeszcze kilka rzeczy, których bym się po sobie nie spodziewał.

Jeździłem motocyklem!

Ja! Wieczny przeciwnik dwóch kółek z silnikiem. Siadłem i jeździłem, robiłem ósemki i różne takie dziwactwa. Spodobało mi się ;) Więc to prawda, że tylko krowa nie zmienia poglądów.

Latałem motolotnią!

Taki prezent dostałem od mojej lepszej połówki. No przecież niestraszne mi takie rzeczy, od dawna chciałem bujać w obłokach (chociaż i tak to całe życie robię). Siadłem, zapiąłem pasy i wzbiliśmy się w przestworza. Wszystko było piękne, dopóki pilot nie stwierdził, że pora na różne triki typu szybkie nurkowanie i wznoszenie nad samą ziemią, obroty w miejscu i takie tam w których przeciążenie dawało w kość a błędnik szalał. Kurczowo trzymałem telefon w rękach, które stawały się coraz bardziej mokre… To było niesamowite przeżycie i na pewno nie jest to moje ostatnie słowo w związku z lataniem :)

Zmieniłem pracę!

Długo twierdziłem, że lokomotywa + wagony i dalekie trasy to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. I być może tak jest, ale ja nie lubię zbyt długo na tyłku siedzieć w jednym miejscu, więc skoro pojawiły się na horyzoncie nowe możliwości – grzechem było nie skorzystać. I coś czuję, że to była jedna z lepszych decyzji w tym roku. Mam tylko nadzieję, że panie planistki wezmą pod uwagę moje zamiłowanie do podróży i będziemy żyć w zgodzie ;)

Założyłem firmę!

Traktuję to jako kolejną część rozwoju blogowania jak i siebie samego. Jak już pisałem w jednym z poprzednich wpisów – dzięki temu krokowi będę mógł osiągnąć dużo więcej :)

Plany, plany

Powinienem tutaj zrobić jakieś planowanie kolejnego roku, ale póki co sobie odpuszczę. Być może zrobię to w jakiejś kolejnej notce. Póki co mam nadzieję, że 2019 będzie jeszcze lepszy niż mijający 2018 :) A teraz już zmykam świętować na spokojnie nadejście Nowego Roku. Spełnienia marzeń Wam życzę i do zobaczenia! :)

PS. wybaczcie dziwne oznakowanie zdjęć. Coś się pokićkało z wtyczką, która to powinna zrobić ładnie i pięknie. Poprawię w wolnej chwili, obiecuję :)