Egzamin zdany, pora pomału przeciąć pępowinę i wyruszyć na szlak samodzielnie. Zanim jednak będzie to możliwe – trzeba go dobrze poznać.

Bo widzicie – to wcale nie jest tak, że wsiadamy do lokomotywy i możemy ruszać w dowolnym kierunku, po przecież i tak tory nas poprowadzą. Musimy mieć pewność, że rzeczywiście prowadzą nas tam, gdzie chcemy, bo od czasu do czasu może się wydarzyć, że zostaliśmy skierowani w innym kierunku. Musimy też wiedzieć, w którym miejscu znajdują się semafory, jak wyglądają stacje, przez które będziemy przejeżdżać, gdzie znajdują się perony i miejsca, w których należy zatrzymać pociąg. Oprócz tego powinniśmy znać profil danej linii – gdzie są wzniesienia, spadki, łuki itp. Co prawda w ruchu osobowym nie ma to aż tak dużego znaczenia, bo pociągi są na tyle lekkie, że bez problemu podjadą pod większość wzniesień (ale też nie zawsze – na przykład Zakopane i Wisła potrafią dać w kość przy kiepskiej pogodzie), ale w ruchu towarowym jest to podstawa, żeby nie utknąć na szlaku z powodu wzniesienia.

W jaki sposób zdobywamy znajomość szlaku?

Musimy 4 razy przejechać „tam i z powrotem” w czynnej kabinie prowadzącego pojazdu trakcyjnego. Przy czym 2 z tych jazd powinny odbyć się po zmroku. Przejazdy te spisujemy na specjalnym dokumencie, na podstawie którego konkretny szlak zostaje wpisany do „karty znajomości szlaku”. Znajomość jest ważna przez 6 miesięcy od ostatniej jazdy.

W wyjątkowych przypadkach możemy jechać bez znajomości szlaku, jednak nie możemy wtedy przekraczać prędkości 40km/h i posiadać całą masę ostrzeżeń. Na szczęście zdarza się to bardzo rzadko.

W razie jakichkolwiek pytań – piszcie śmiało :)