Ostatnio wybrałem się na zapoznanie szlaku do Poznania. Bardzo przyjemny szlak, ponad 300km w jedną stronę – aż przyjemnie się jedzie.

Ale nie może być tak, że za każdym razem służba przebiega bez problemów. Coś musi się dziać, żeby potem nie narzekać na nudę.

Tytułem wstępu – nasza służba do Poznania wygląda mniej więcej tak: zaciągamy pociąg (trochę ponad 4 godziny), odstawiamy go na boczny tor (lub ktoś to robi za nas). Stamtąd też bierzemy już przygotowany nasz pociąg powrotny. Szybka próba hamulca i wciągamy się w perony. Na to wszystko od momentu planowego przyjazdu do odjazdu mamy około 40minut. Wystarcza w sam raz, żeby jeszcze zaparzyć kawę na powrót i skorzystać z toalety.

No więc jechaliśmy sobie planowo, aż do Kluczborka. Zatrzymując się w stacji odezwało się radio:

– Pociąg XXXXX zgłoś się do Kluczborka.
– Na odbiorze XXXXX.
– Mechaniku, jest usterka w urządzeniach sterowania ruchem, pracujemy nad jej usunięciem, ale póki nie naprawimy – będziecie czekać w peronie.
– Dziękuję, XXXXX zrozumiał. Usterka w urządzeniach, czekamy na usunięcie.

No i tak sobie czekaliśmy. Akurat świeciło piękne słońce, więc otworzyliśmy okno i cieszyliśmy się wiosennym powietrzem. Minęło ponad 20 min, radio ponownie zatrzeszczało.

– XXXXX do Kluczborka.
– XXXXX – słuchamy.
– Za chwilę pojedziemy, na semaforze drogowskazowym i wyjazdowym z powodu usterki urządzeń będzie sygnał zastępczy, wjeżdżamy na stacyjną „dwójkę” a dalej pojedziemy po torze lewym.
– Dla XXXXX drogowskaz i wyjazd na zastępczy i dalej po torze lewym, dziękuję, zrozumiałem.

Sygnał zastępczy zamrugał, pasażerowie powsiadali, kierownik podniósł rękę – odjazd! Minęliśmy semafor drogowskazowy, zbliżamy się do wyjazdowego i… sygnał zastępczy mruga, ale ja mimo wszystko zatrzymuję się przed semaforem.

– Kluczbork do pociągu XXXXX.
– Słucha Kluczbork.
– Panie dyżurny, zastępczy nam mruga, ale bez wskaźnika W24.
– Dziękuję, już sprawdzamy i poprawiamy.

Faktycznie, po chwili semafor zamrugał białym światłem a na dole wyświetlił się wskaźnik W24, który informuje maszynistę, że za tym semaforem pojedzie po torze lewym, w kierunku przeciwnym do zasadniczego. Można porównać to do jazdy pod prąd.

Byliśmy już ponad 20 minut „w plecy”. Pięknie. Kurde Pięknie. Nic  to, ciśniemy ile sił w kołach. Aż do Łęki Opatowskiej, do której wjeżdżamy na zielony semafor. Nagle – bum, brak napięcia. No zdarza się. Wyłączam przetwornice i sprężarki. Za chwilę napięcie wróciło. Zamykam wyłącznik szybki, odpalam przetwornice jednocześnie zerkając przez przednią szybę. Widzę… czerwony semafor. Przed sekundą był na 100% zielony. Nic to, hamujemy, ale pociąg zatrzymał się już za semaforem. Zdarza się. Chwytam więc za radio.

– Łęka Opatowska, proszę się zgłosić do pociągu XXXXX.
– Na odbiorze, jest Pan jeszcze przed semaforem, bo chyba wygasł?
– Wygasł, ale niestety jesteśmy już za semaforem, więc poprosimy o rozkaz na kontynuowanie jazdy.
– Dobrze, zatem piszemy – Rozkaz Pisemny S, numer X, dla pociągu XXXX, data dzisiejsza, działka czwarta. Zezwalam na kontynuowanie jazdy w kierunku Hanulina po przedwczesnym wygaśnięciu semafora Y, stacja Łęka Opatowska, godzina xx:yy, nadał dyżurny Iksiński.
– Powtarzam… Rozkaz pisemny S, numer Y/X (…), przyjął maszynista Igrekowski.

Jedziemy dalej. W wolnej chwili dzwonimy do poznańskiego dyspozytora i informujemy o zaistniałej sytuacji. Coś zaradzimy, powiedział.

Do Poznania zajechaliśmy z 30 minutowym opóźnieniem. Ten pociąg zabrał od nas jeden maszynista, a powrotny wyprowadził drugi. Przeszliśmy więc tylko z jednego peronu na drugi i mieliśmy gotowy pociąg. Akurat wybiła godzina odjazdu. Szybko załatwiliśmy sprawy „papierowe”, ręka kierownika w górze – jedziemy.

Na pierwszym planowym postoju kierownik woła przez radio, żeby podejść bo coś z wagonem się dzieje. Dziwnie śmierdzi z niego i w ogóle. Maszynista poszedł, ja dozorowałem lokomotywę. Jedna z osi w przedostatnim wagonie nie odhamowała, stąd ten smród. Zahamowałem, odhamowałem – hamulec puścił. Dobra nasza, jedziemy. Kolejny postój się zbliża, a przed stacją odzywa się radio:

– YYYYY, zgłoś się do Pleszewa.
– Na odbiorze YYYYY.
– Urządzenie ASDEK wykazało ostrzeżenie – zagrzany hamulec na osiach 1, 3 i 4 od końca.
– Dziękuję, sprawdzimy.

Popatrzeliśmy po sobie z drugim maszynistą. Wymienione osie są w ostatnim wagonie, a przed chwilą był problem z przedostatnim. Oby nie trzeba było odstawiać wagonu, bo pociąg pełny ludzi. Nic to, ta sama sytuacja – maszynista idzie, ja zostaję i czekam na polecenia. Zahamuj, odhamuj. Tym razem ostatni wagon nie chciał wyluzować, ale wszystko wskazuje na to, że póki co odpuścił. Meldujemy gotowość i jedziemy dalej. Na wszelki wypadek delikatnie obniżamy ciśnienie w przewodzie głównym. Mamy 15 minut opóźnienia. Do stacji docelowej przywozimy już tylko 5 dodatkowych minut. Służba  zakończona sukcesem, chociaż nie było łatwo.

Ale było warto :)