Ostatni dzień spędziłem na lokomotywie manewrowej, ucząc się jej obsługi. To był… ciekawy dzień.

Jazda manewrowa to zupełnie inna bajka, niż jazda z pociągiem na szlaku. Przede wszystkim mniejsze prędkości (na stacji, na której się szkolę nie przekraczamy 20km/h), mniejsza widoczność (jeździmy też wagonami do przodu, czyli przed sobą widzę…wagon), konieczność zaufania innej osobie, która podając odpowiednie sygnały daje mi znać, czy mogę jechać dalej, czy pora się zatrzymać i jeszcze większa ostrożność, niż przy jeździe pociągowej. Oprócz tego – trochę monotonii. Wyciągniemy jeden skład w perony, wrócimy na grupę postojową i czekamy… Godzinę, dwie. Czasem dłużej.

I znów odpalamy maszynę i wyjeżdżamy na stację. Tam stoimy chwilę i czekamy na pociąg, który zakończy bieg. Spychamy wagony na stację postojową – tam zostaną posprzątane, zaliczą przegląd techniczny, ewentualną wymianę klocków hamulcowych czy drobne naprawy. I… znowu stoimy. Leniwie mija kolejna służba.

Dla mnie, jako przygotowującego się do obsługi tej lokomotywy jest to idealny czas, aby dobrze poznać jej budowę. Jeszcze kilka takich służb i silnik spalinowy czy też cały obwód elektryczny nie będzie miał dla mnie tajemnic. Jednak mam nadzieję, że po zakończonym kursie wyląduję na stacji, na której jednak jest więcej pracy. Lubię, gdy coś się cały czas dzieje :)

Info dla mikoli – nie, nie obsługiwałem dokładnie tej lokomotywy ze zdjęcia. I tak – wiem, że ta na zdjęciu nie jest manewrową, lecz uniwersalną. Ciekawe czy wiecie, czym się obie od siebie różnią :)