Kolej się zmienia. Kupuje się nowy tabor, zwiększa prędkość. Co o tym wszystkim sądzą pracownicy?

Od jednego z czytelników dostałem ostatnio takie pytanie:

Na nasze tory wchodzi coraz więcej maszyn zachodnich z joystickami, monitorami i klimatyzacją. Jakie jest podejście „typowego mechanika” do takiego obrotu spraw, do następującej elektronizacji wszystkiego w maszynie? Co sądzą „starzy wyjadacze” z życiowym stażem na kolei?

 

Wiem, że dla kolejowych pasjonatów prawdziwa lokomotywa to taka z kołem nastawnika, głośna i stara. W prawdziwym życiu jest już jednak nieco inaczej. 

Większość, również „starych” maszynistów po przesiadce na nowy sprzęt jest zadowolona. Jest ciszej, bezpieczniej, działa klimatyzacja i pojazd jest szczelny. Hamulce działają dużo lepiej, lepsze przyspieszenie, mniejsza awaryjność. 

Faktem jest, że na starym taborze łatwiej można było uporać się z usterkami. Przy sprzęcie opartym o elektronikę – większości usterek sami już nie usuniemy.

Tak czy inaczej – dziennie spędzamy wiele godzin w lokomotywie. Nowy tabor oszczędza nasze zdrowie, ze służby wracamy mniej zmęczeni.

Oczywiście – stare maszyny mają „duszę”, jeździ się nimi bardzo przyjemnie i ogólnie jest fajnie, ale na dłuższą metę cieszę się, że nadchodzą czasy w których będziemy więcej czasu spędzać na nowoczesnym sprzęcie niż na „siódemkach”, które jeżdżą z nami od 50 lat.

Pasja pasją, ale każdy chciałby dożyć emerytury w jak najlepszym zdrowiu.

Wielu też na pewno chciałoby pojeździć na parowozie. Ja również. Ale gdy przypomnę sobie tegoroczne upały, cieszę się że większość służb pełniłem na nowoczesnym, klimatyzowanym taborze.