Grudzień to czas przygotowań do Świąt, czas prezentów i dzielenia radości z najbliższymi. A na kolei czas wytężonej pracy.

Zaczyna się od śniegu i mrozu. Ten pierwszy na mniej uczęszczanych szlakach potrafi na przykład utworzyć zaspy albo utrudnić rozruch lokomotywy, która kilka dni stała nieużywana (chociaż czasami wystarczy kilka godzin przy silnej śnieżycy). Ten drugi lubi „osadzać się” na sieci trakcyjnej, powodując efektowne iskrzenie przy pantografie. Bezapelacyjnie do samego końca. Pantografu lub sieci. Do tego dołóżmy jeszcze zamarzające rozjazdy (chociaż coraz więcej podgrzewanych się stosuje) i mamy opóźnienia na całej sieci.

Potem przychodzi zmiana rozkładu jazdy. Niby wszystko jest zaplanowane, niby wszyscy wiedzą co robić, ale za każdym razem wychodzi jakiś babol, który pozwoli położyć siatkę połączeń. Walczymy często wspólnymi siłami, aby wszelkie opóźnienia były jak najmniejsze, ale bywa tak, że jest ciężko.

Później przychodzą Święta.Wiadomo, każdy (no dobra, większość) chciałby je spędzić w rodzinnym gronie. Ale pociągi muszą jeździć. Więc czasami trzeba wstać od wigilijnego stołu i ruszyć na szlak. Czasami nie ma jak nawet zasiąść do wieczerzy. Niby wszyscy rozumieją, że taka praca, ale jednak zawsze jest odrobina żalu, że jednak spędzimy ten dzień w lokomotywie, a nie z najbliższymi.

Na sam koniec miesiąca przychodzi Sylwester. Sytuacja podobna jak z Wigilią. Niektórzy wieczorem jadą na imprezy, Ty jedziesz z nimi, ale do pracy. Nowy Rok przywitasz w trasie.

I niby mamy przecież dużo wolnego w inne dni, i niby sami się na to wszystko godziliśmy. Ale czasami człowiek ma ochotę w grudniu owinąć się kołdrą i przespać do wiosny ;)