Na wyświetlaczu brzęczącego telefonu pojawił się napis „Dyspozytor”. Odebrałem. „Cześć, jutro zrobisz służbę dodatkową – pojedziesz z instruktorem po Flirta.

Powiedziałem, że oczywiście się stawię a potem dopiero dotarło do mnie, na co się zgodziłem.

Ja, młody przyszły maszynista będę miał okazję jako jeden z pierwszych jechać w kabinie pojazdu, który wtedy jeszcze był w fazach testowych.

Stawiłem się w umówionym miejscu i czasie. Czekaliśmy jeszcze trochę na peronie, zanim kolega przyjechał na miejsce przekazania pojazdu.

Wjechał. Bez żadnych „barw firmowych”. Wnętrze jeszcze niewykończone, część siedzeń niezamontowana, wszystko w folii. I mnóstwo żelaznych ciężarów, które robiły za pasażerów.

Przeszliśmy do kabiny, wymieniliśmy się uprzejmościami z kolegą przekazującym nam maszynę i zgłosiliśmy gotowość do odjazdu.

Ruszyliśmy. Ja w fotelu pomocnika przyglądałem się wszystkiemu dokładnie, poznawałem nowy tabor. Instruktor prowadził, ale po chwili powiedział:

Przyglądaj się uważnie, bo za chwilę Ty poprowadzisz dalej.

No cóż… Instruktorowi się nie odmawia, więc bacznie obserwowałem, nie mogąc się doczekać przejęcia sterów. Zatrzymaliśmy się pod czerwonym semaforem. Padło hasło „siadaj i jedź”. No to siadłem.

Zostałem szybko poinstruowany – „tu masz zadajnik mocy, tu hamulec, tu sygnał dźwiękowy”. Semafor wyświetlił „droga wolna” – podałem sygnał baczność, pchnąłem joystick i usłyszałem syk luzujących hamulców. Skład pomału ruszył przed siebie.

Było już ciemno, więc trzeba było się dobrze skupić na jeździe i obsłudze nowego sprzętu. Prowadził się bardzo przyjemnie i bez jakichkolwiek problemów.

Wtem! Jedziemy przez las, przed sobą widzę stojącego na torach, całkiem sporego jelenia. Odwróconego tyłem do pociągu. Baczność, wdrażam nagłe hamowanie – zwierze niewzruszone stoi dalej. Trąbię ile sił w syrenie. Już oczami wyobraźni widzę, jak nowy sprzęt, jeszcze nie w oficjalnym użytku pójdzie „do wyklepania”. Na szczęście zwierzak się zlitował i w ostatniej chwili odskoczył. Wyluzowałem skład i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Podróż do stacji docelowej przebiegła już bez przygód. Przekazaliśmy pociąg zmiennikowi a sami wróciliśmy do domu „pasażerem”.

To była ciekawa podróż :)

A wy Flirtem będziecie mogli podróżować już w grudniu tego roku :)


Uprzedzając pytania: Flirt jest troszkę wygodniejszy dla maszynisty niż Pendolino. Nie chodzi tu o fotel, raczej o drobne udogodnienia na pulpicie, które są zawsze pod ręką.

Druga rzecz – nie, nie jest to polskie Pendolino. Tych dwóch składów nawet nie ma co porównywać. Jest to zupełnie inna klasa sprzętu, inne przeznaczenie i ani Flirt, ani Dart (jeżeli je w końcu zobaczymy) nie są i nie będą „lepsze” od Pendolino.

Tradycyjnie czekam na wasze pytania w komentarzach :)