Czasami trzeba rzucić wszystko i pojechać gdziekolwiek. Zapomnieć o kolei i problemach życia codziennego. Naładować baterie i nadrobić zaległości w byciu dobrym dla samego siebie.

Pamiętasz, w tej notce mówiłem, że w ciągu najbliższych 365 dni chciałbym zaliczyć jakiś eurotrip. Żeby więc nie czekać, aż przyjdzie odpowiedni czas (bo nigdy nie ma odpowiedniego czasu), postanowiłem to marzenie pchnąć choć trochę do przodu i wyruszyć na przynajmniej mały trip po Europie. Urlop zaklepany, walizki spakowane, wsiadamy w samochód i jedziemy :)

Wpis jest przeniesiony z mojego poprzedniego bloga. Eurotrip jest jednym z marzeń, o których pisałem w poprzedniej notce, stąd też te wpisy znajdą się na tym blogu :)

Na pierwszy dzień postanowiliśmy wziąć na tapet jeden z parków narodowych – Jeziora Plitwickie.

Gdzie na nocleg?

Apartament Jagoda

Ale jako, że tak naprawdę pierwszy dzień tak naprawdę przeznaczyliśmy na podróż, postanowiliśmy nabrać sił i wypocząć w pobliskiej miejscowości Rakovica. Wybór padł na Apartament Jagoda. I był to bardzo dobry wybór. Przede wszystkim to naszego celu podróży było jakieś 10-15 minut drogi. Po drugie, jest to miejsce do którego chce się wrócić i spędzić tam więcej czasu. Przede wszystkim przemili i pomocni gospodarze. Przywitali i pożegnali nas bardzo, bardzo serdecznie, a spędziliśmy tam tylko jedną noc. Oby w każdym miejscu które odwiedzamy byli właśnie tacy właściciele.

Po drugie – bardzo wygodne łóżko i przestronny pokój. Darmowe WiFi śmigało aż miło, a w okolicy była cisza, spokój… Bardziej wrażliwym mogą przeszkadzać pojawiające się miejscami zapachy wsi, ale nie ma tragedii, w pokoju nic nie czuć ;)

Gdy na drugi dzień rano wyjeżdżaliśmy, dostaliśmy jeszcze słodki prezent na pożegnanie – słoiczek miodu. Miły gest :)

No, ale w końcu dotarliśmy, czas rozpocząć zwiedzanie.

Jeziora Plitwickie

Wszyscy twierdzą, że należy tam być przed samym otwarciem, gdzieś w okolicach godziny 7. No czułbym się chyba jak na otwarciu nowego marketu, więc postanowiliśmy się wyspać i wypocząć po wielogodzinnej podróży, żeby mieć siły na zwiedzanie. Na miejscu pojawiliśmy się w okolicach południa. Po wjechaniu na parking (wybraliśmy wejście pierwsze, przy którym są liczne wodospady) ogarnęło nas lekkie przerażenie. Pełno samochodów, nie bardzo było gdzie zaparkować. A co, jeżeli reszta rzeczywiście miała rację? Nic to, porzuciliśmy nasze 4 kółka gdzieś w krzakach i ustawiliśmy się w małej kolejce do kas. Szybko poszło. Spodziewałem się gorszych tłumów. Dopóki nie dogoniliśmy jakiejś wycieczki, to było dość luźno i można było się sprawnie poruszać. Wybraliśmy trasę B, czyli nie najkrótszą, nie najdłuższą, taką w sam raz.

jeziora plitwickie - trasy spacerów

Gdzie wejść?

Wszyscy polecali rozpoczęcie zwiedzania od wejścia pierwszego, bo przy nim znajdują się największe atrakcje – wodospady. Tak też zrobiliśmy, ale po fakcie myślę sobie, że może jednak warto zacząć od innego wejścia, gdzie są szersze trasy i mniej ludzi, a wodospady zostawić na koniec, jak już cały tłum przejdzie. Ciężko powiedzieć.

jeziora plitwickie - wodospady

Na pewno jeżeli masz taką możliwość – zarezerwuj sobie na jeziora dwa dni, wybierz nocleg w hotelu przy jeziorach i jednego dnia zrób sobie część trasy, drugiego dnia resztę.

Jakby nie patrzeć – widok, szczególnie z góry, robi wrażenie.

jeziora plitwickie - wodospady

Gdy akurat w pobliżu nie ma wycieczek, jest nawet chwila, aby nauczyć kamerę pływać.

jeziora plitwickie

Wybierając opcję B robimy rajd malowniczą trasą przy samych jeziorach, przechodzimy przez różne mostki, mosteczki i przeciskamy się przez wycieczkowe grupy z Polski i nie tylko, które tarasują przejście, bo wszyscy muszą mieć identyczne zdjęcie w tym samym miejscu. Dokładnie w tej samej chwili.

jeziora plitwickie - wodospady

(na tych zdjęciach nie ma tłumów, nie będę Was zniechęcał :))

Dochodzimy w końcu do polany, na której możemy się posilić, uzupełnić lub wydalić płyny, kupić tandetną pamiątkę i przejść dalej na statek, który przewiezie nas na drugą stronę jeziora.

jeziora plitwickie

W oczekiwaniu na statek

Statek zabiera tylko tyle osób, ile ma miejsc siedzących, a na kolejny trzeba czekać może jakieś 15 minut. Polecam miejsca przy samym wejściu, gdzie będą najlepsze widoki :)

jeziora plitwickie - statek

Po dopłynięciu na drugi brzeg (a zaraz później jeszcze na trzeci), również można odpocząć, posilić się i wszystko inne, co przy pierwszym postoju.

jeziora plitwickie

Chwila relaksu

Trasa B może prowadzić dalej pieszo, ale jeżeli jesteśmy już zmęczeni to można wsiąść w autobus, który dowiezie nas w okolice wejścia, którym to rozpoczęliśmy wędrówkę (od przystanku, na którym nas wysadzi do wyjścia jest jeszcze jakieś 15 minut spaceru).

jeziora plitwickie - autobus

Czy warto?

Co mogę powiedzieć, po dość szybkiej wędrówce? Jeziora są piękne, robią wrażenie, ale tłumy ludzi na wąskich trasach niestety potrafią zniechęcić. Ponoć w sezonie wakacyjnym jest jeszcze gorzej, więc nawet nie chcę sobie tego próbować wyobrażać.

Jak już pisałem też wcześniej – jeżeli masz możliwość, rozłóż sobie zwiedzanie na dwa dni. Możesz wtedy na spokojnie się poopalać, popływać łódką i porobić spokojnie zdjęcia.

Z racji tego, że przed nami jeszcze było ponad 200 km drogi, zobaczyliśmy co mieliśmy zobaczyć i ruszyliśmy dalej. Kierunek – Trogir :)